Wśród gór lodowych

Po iście królewskim przyjęciu nas w Nuuk, udaliśmy się do Ilulissat – królestwa gór lodowych. Naszym głównym zadaniem była eksploracja jednego z najbardziej płodnych lodowców świata – Kangerlua. To co zobaczyliśmy przerosło chyba jednak nasze oczekiwania. Setki, tysiące gór lodowych. Część już na wolności dryfuje w kierunku Kanady. Pozostałe, nadal uwięzione w fiordzie, czekają na swoją kolej. Czekają często w 40 kilometrowej kolejce, tyle bowiem je dzieli do czoła lodowca. Widoki jakie roztaczają się z okolicznych wzgórz są naprawdę wspaniałe i dają wyobrażenie o potędze Matki Natury. Tym bardziej, że pogoda jest wreszcie naprawdę fotograficzna i bardzo nas rozpieszcza zapewniając krwawe i łagodne zachody/wschody słońca, niskie chmury czy mgłę znad oceanu. Przez te kilka dni (w sumie tydzień) jesteśmy „fotograficznie płodni” niczym sam lodowiec.

Same miasteczko, trzecie co do wielkości na Grenlandii, to również miejsce hodowli tysięcy psów rasy Husky. Są dosłownie wszędzie (poza ścisłym centrum), a ich harmider słuchać nawet w miejscach oddalonych o kilka kilometrów.

Namiot rozbijamy tuż przy samym lodowcu, kilkadziesiąt metrów nad nim. A i tak nie jesteśmy wyżej niż wiele otaczających nas gór lodowych, z których najwyższe sięgają ponad 80 metrów.

Jesteśmy świadkami nigdy nie zachodzącego słońca co doprowadza do tego, że zachody/wschody potrafią trwać po kilka godzin. Po tak długim fotografowaniu jesteśmy często zmęczeni i próbujemy nadrobić sen popołudniami.

W Ilulissat spotykamy również załogę polskiego jachtu Solanus, której celem jest opłynięcie obu Ameryk. Jakże mizerna wydaje się nasza wyprawa przy zestawieniu z takim przedsięwzięciem. Więcej o Solanusie można znaleźć tutaj. Trzeba dodać, że załoga jachtu otoczyła nas opieką karmiąc dobrym jedzeniem i słowem. Dziękujemy raz jeszcze!

Poniżej kilka zdjęć z Nikona D300s:

Icefjord

We mgle

Widok na Zatokę Disko

Na drugą stronę fiordu

Jedna myśl nt. „Wśród gór lodowych

Możliwość komentowania jest wyłączona.