Dzień dwudziesty

NUUK (ODPOCZYNEK)

Wersja Łukasza

Znowu śpimy do godzin przedpołudniowych. Powoli robi się to męczące. Jutro wyjeżdżamy i czeka na kolejna porcja solidnych przygód. I światła mam nadzieję.

Czyszczę cały sprzęt foto i przygotowuję do jutrzejszego wyjazdu. No i korzystam z dobrodziejstwa cywilizacji – biorę bardzo długi prysznic. Za chwilę będzie mi tego strasznie brakować, więc próbuję ładować się na zapas :-).

Jemy rybę. I smakuje wybornie. Rejs mamy o 15.00 ale wychodzimy trochę wcześniej pooglądać zmagania kajakarzy. Okazało się bowiem, że w Nuuk są rozgrywane mistrzostwa w kajakarstwie. Korzystają z prawdziwych kajaków – są pokryte skórą i są bardzo wąskie. Zapewne nie są zbyt stabilne, ale z drugiej strony łatwiej w nich powrócić do pozycji górnej po wywrotce. Zresztą zwycięzca jednego z wyścigów na naszych oczach robi eskimoskę. Zuch chłopak, szczególnie, że woda ma 1 stopień. Za każdym kajakarzem płynie łódź. To na wypadek wywrotki i hipotermii. Wiosła wyglądają trochę jak sztachety z polskiego płotu na wsi – niczym nie przypominają naszych zwykłych wioseł. Musi się bardzo ciężko wiosłować czymś takim. Wreszcie docieramy na łódź. Pogoda piękna, choć trochę wieje. Okrętujemy się na górnym pokładzie, gdzie spotykamy Holenderkę. Jak się okazuje po dłuższej rozmowie – jest biologiem i bada … wieloryby. Właśnie wróciła z kilku tygodniowego rejsu po zatoce Disko, gdzie badali i nasłuchiwali wielorybów. Tak spędza połowę każdego roku jeżdżąc za wielorybami w różne fajne miejsca. A na rejs płynie bo jej się trochę nudzi. Zapowiada się zatem ciekawa wyprawa – oby tylko wieloryby dopisały.

Wypływamy z portu. A… wróć. Jest jeszcze dwójka spóźnialskich, więc wracamy po nich. Po wyjściu z portu płyniemy bardzo powoli wypatrując charakterystycznych płetw. Zima. nie ma żadnego wieloryba. Zmieniamy miejsca. To samo. Kwadrans mijają jeden za drugim a wielorybów nie ma. Znajdujemy za to łódź. Jest pusta i lekko dryfuje po zatoce. Nie widać nigdzie właścicieli. Kapitan wzywa zatem przez radio policję i oczekujemy na przypłynięcie kolejnej łodzi. Ta pojawia się po kilkunastu minutach i sprawnie przejmuję zgubę. Okazuje się w międzyczasie, że łódź zerwała się z kotwicy w jednym z niewielkich portów. Nie ma zatem żadnej krwawej historii. Zrywa się wiatr i kapitan postanawia zawrócić .Z wielorybów nici. Płyniemy jeszcze trochę wzdłuż wybrzeża, ale to tylko po to aby wydłużyć samo pływanie. Jesteśmy zawiedzeni, ale najbardziej chyba Adam, który planuje odzyskać pieniądze.

W ramach zadośćuczynienia płyniemy w kierunku elektrowni – podobno dumy Grenlandczyków. Hallo, u nas takie elektrownie stoją od lat – ja chcę wieloryby!!!

W porcie jesteśmy lekko wkurzeni. Wydaliśmy dużo pieniędzy, a wielorybów nie zobaczyliśmy. no cóż, może innym razem.
Wieczorem idę się jeszcze samotnie powłóczyć po mieści i porobić trochę zdjęć miejskiej architektury. Bez szału jednak. Wracam i pakuję się ponownie. Mam trochę więcej bagażu ze względu na pamiątki zakupione w Nuuk. Mam wielką nadzieję, że nie będą ważyli naszego bagażu :-). Idziemy podziękować Agnieszce i Thomasowi za wspaniałe przyjęcie. Jeszcze ostatnie sprawdzenie meila, telefon do domu i spać. Jutro kolejny intensywny dzień i całkowita zmiana otoczenia. Nuuk już mnie trochę znużył. Ale z drugiej strony taki odpoczynek był konieczny abyśmy do końca nie zdziczeli :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*